Dolny Śląsk: Przygotowujecie już sprzęt do zimowego sezonu? Zobaczcie, jak to wyglądało w PRL-u [ZDJĘCIA]

Justyna Orlik
Justyna Orlik
Polska Rzeczpospolita Ludowa traktowała sport jako ważny element tuby propagandowej. Międzynarodowe sukcesy sportowców, również w czasie zimowych zawodów, przełożyły się na wzrost zainteresowania aktywnością wśród mieszkańców, również na Dolnym Śląsku. Dofinansowywane były różne kluby sportowe (miejskie i wiejskie), a niemal w każdym mieście znajdował się sklep sportowy. Znaleźliśmy dla was archiwalne zdjęcia. Musicie je zobaczyć!

Główny Komitet Kultury Fizycznej był centralnym organem administracji PRL w zakresie kultury fizycznej, sportu i turystyki. Utworzono go w 1950 r. i choć przez lata często zmieniał swoją nazwę, to pełnił podobną funkcję. GKKF z siedzibą w Warszawie był nadzorowany przez Prezesa Rady Ministrów.

Kluby sportowe lub do 1955 roku zrzeszenia sportowe były organizacjami kontrolowanymi przez państwo. Kultura fizyczna w Polsce miała, na wzór radziecki, zrzeszać nie tylko amatorów sportu, ale także pracowników różnych zakładów. Znane były zrzeszenia branżowe o nazwach: "Budowlani", "Górnik", "Kolejarz" czy "Związkowiec". Wszystkie dotychczasowe kluby straciły swoją autonomię i powstał wymóg spotykania się w celu "krzewienia kultury fizycznej".

Począwszy od 1969 r. organizowana była Ogólnopolska Spartakiada Młodzieży, której celem było promowanie aktywności sportowej wśród dzieci i nastolatków. Przez pierwsze 10 lat impreza odbywała się, co dwa lata. Od 1980 r. zdecydowano o corocznych zawodach: letnich i zimowych.

Nic więc dziwnego, że na terenie całej Polski, ale również na Dolnym Śląsku, w większych i mniejszych miasteczkach mieściły się sklepy sportowe. Można je było znaleźć we Wrocławiu, ale również w Zgorzelcu, Bolesławcu, czy w Lwówku Śląskim. Jak można się łatwo domyślić sklepy w okresie PRL-u raczej świeciły pustkami, a o dobrym sprzęcie można było tylko pomarzyć, ale ludzie wyjeżdżali w góry. Popularne były Tatry, Bieszczady i Beskidy, ale również nasze rodzime Karkonosze. Jeśli nie udało się zakupić sprzętu w sklepie można było skorzystać z zakładowej wypożyczalni w pracy. Co prawda o jego jakości można dyskutować, ale kto w tamtych czasach by się tym przejmował.

Karpacz był jednym z najpopularniejszych ośrodków narciarskich. Na stokach nie było jeszcze ratraków. Ich funkcję pełnili tzw. "deptacze", czyli ludzie, którzy na zamówienie udeptywali śnieg. Brakowało również specjalnych maszyn ze sztucznym śniegiem, a czas wjazdu wyciągiem (jeśli miało się cierpliwość do stania w kolejce od 5 rano) na szczyt zajmował więcej niż kwadrans. W czasie zimy stulecia nikt nie przejmował się tylko brakiem śniegu, bo ten na stokach zawsze był.

Ci, których nie stać było na urlop narciarski, zabierali dzieci na sanki lub szukali zamarzniętego stawu, żeby przetestować "łyżwy". O tych w sklepie można było często tylko pomarzyć, a wypożyczalnie znajdowały się głównie w większych ośrodkach miejskich. Funkcję łyżew spełniały specjalne buty, do których dokupowało się stalowe części i przykręcało je kluczykiem. Nie było to najszczęśliwsze rozwiązanie, bo łyżwy często się luzowały, ale nie przeszkadzało to ani dorosłym, ani dzieciom. Ten zimowy sport był zdecydowanie jednym z najpopularniejszych w Polsce, a na zamarzniętych boiskach i stawach można było spotkać niemal wszystkich - od dyrektora po panią sprzedającą w sklepie.

Trzecia fala - ważne zmiany

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie