"Jesteśmy, jak jedna wielka rodzina". Ochotnicza Straż Pożarna z Trójcy to drużyna z powołania. Jak wygląda ich codzienna praca? [ZDJĘCIA]

Justyna Orlik
Justyna Orlik
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Kiedy umówiłam się z nimi na pierwszy wywiad, przerwał nam dźwięk syreny alarmowej. Okazało się, że istnieje zagrożenie wybuchu gazu w kamienicy przy ul. Wrocławskiej w Zgorzelcu. Do każdego ze strażaków zadzwonił telefon z komunikatem: ALARM OSP i w kilka chwil pod remizą zbiegło się kilka osób. Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś tak szybko się przebierał. Dla druhów z OSP w Trójcy każdy wyjazd na akcję to świętość. Oni wiedzą, że często jadą po to, żeby uratować czyjeś życie.

Nie dostają wielkiego wynagrodzenia za swoją ciężką i niebezpieczną pracę. 17 zł na godzinę. Właśnie tyle jest warte 60 minut pracy strażaka z OSP w trakcie akcji, a rozliczani są z każdej minuty. Jeśli wyjazd trwa pół godziny, to dostają 8,5 zł. I jedno jest pewne. Nie robią tego dla pieniędzy, a z potrzeby serca. Wiele osób w straży pracuje zupełnie nieodpłatnie. To między innymi jedyna kobieta naczelnik w gminie Wiesława Trzeciak i sekretarz Łucja Stecyna. Charytatywnie udziela się też prezes OSP Trójca Artur Zadwórny oraz pozostali członkowie zarządu i Prezes Zarządu Oddziału Gminnego Związku OSP w Zgorzelcu - Arkadiusz Furmaniak. Zapraszamy do rozmowy z nim oraz z Wiesławą Trzeciak i Łucją Stecyną.

Jak to się stało, że kobieta została naczelniczką OSP w Trójcy?

To długa historia. Wcześniej byłam sekretarzem przez 2 lata. Często współpracowałam z Arkiem i wiele dzięki niemu się nauczyłam, więc przy ostatnich wyborach zostałam wybrana na naczelnika. Myślę, że chłopaki mają do mnie zaufanie, a ja jestem twarda psychicznie. Z powodzeniem kieruję jednostką operacyjno-techniczną (ekipa, która wyjeżdża do działań). W porozumieniu z zarządem OSP (m.in. Arturem Zadwórnym i Arkadiuszem Furmaniakiem) sprawdzam aktualne badania strażaków i techniczne aut, wysyłam strażaków na kursy oraz pomagam w doborze sprzętu i prowadzę dokumentację. Zależy mi na tym, żeby strażacy mieli czym pracować i żeby pracowało im się lżej, bo to trudne i ciężkie zajęcie. Dużą pomoc otrzymuję od wójta i rady gminy, bo nas jako OSP nie stać na zakup profesjonalnego sprzętu i ubrań z własnych środków.

Dlaczego strażacy z OSP zarabiają tak mało za tak ciężką pracę?

To ekwiwalent, który jest przyznany w drodze uchwały przez radę gminy. Podobnie zarabiają strażacy z OSP w całej Polsce. Na pewno będziemy próbowali negocjować nową stawkę, ale umówmy się, że nie jesteśmy tam dla pieniędzy. Każdy poświęca swój wolny czas, również w nocy, kiedy zgłoszenie wyrywa nas z ciepłego łóżka. Jeździmy w różnych warunkach atmosferycznych (burze, gradobicie) i do różnych zdarzeń, często narażając własne życie.

W jakich najniebezpieczniejszych akcjach strażacy z OSP W Trójcy brali udział? Czy kiedykolwiek doszło do tragedii?

W tych wszystkich, w których jesteśmy dysponowani przez Państwową Straż Pożarną. W poprzednich latach uczestniczyliśmy w akcji powodziowej w Bogatyni (2010 r.). Spędziliśmy tam wiele godzin. I właśnie tam jednego ze strażaków z OSP Gronów porwał nurt, bo zerwała się tama na Witce. Andrzej Traczewski został pośmiertnie odznaczony, a sytuacja była na tyle poważna, że mógł zginąć cały zastęp. Również w latach 50-tych zginął jeden z druhów OSP Trójca. Zawaliła się na niego ściana szczytowa z budynku, która spadła i go przygniotła. Do dziś strażacy odwiedzają jego grób i zapalają znicze 1 listopada. Z dużych akcji, do których wyjeżdżaliśmy w ostatnim czasie pamiętam jeszcze gaszenie fabryki chusteczek na wylocie z Lubania i wyjazd do pożaru piwnic wielopoziomowych przy ul. Orzeszkowej w Zgorzelcu, ale na pewno było ich zdecydowanie więcej.

A czy którykolwiek z Waszych strażaków doznał stałego uszczerbku na zdrowiu podczas prowadzonej akcji?

Nie. Były natomiast drobne wypadki, jak zwichnięcie nogi podczas miejscowego zagrożenia, złamania i niegroźne urazy. Każda akcja jest jednak niebezpieczna i trzeba mieć oczy dookoła głowy. Sprawy nie ułatwiają ludzie, np. podczas wypadków drogowych, bo nie stosują się do naszych zaleceń i do wydawanych sygnałów. Ostatnio jeden ze strażaków musiał uciekać na pobocze, bo byłby zmieciony przez auto. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. Nie jesteśmy tam za karę, ale po to, żeby pomóc.

Ilu członków ma OSP w Trójcy? Skąd są strażacy?

Nasz skład to Trójca i pobliskie miejscowości: Łagów, Białogórze, Jędrzychowice, Gronów, Przesieczany, Jerzmanki. Przejęliśmy też strażaków z Gozdanina, bo przestała istnieć tam jednostka. W sumie to 26 osób, które wyjeżdżają na akcje i 82 członków. Mimo to czasami brakuje nam załogi, bo jeden strażak jest chory, drugi ma urlop, trzeci studiuje. Są też zatrudnieni w PSP, a to 40% załogi. Staramy się jednak tak dogadywać i uzupełniać, żeby zawsze nasz wóz wyjechał do zdarzeń.

Uczestniczycie w różnych zdarzeniach. Zdarza się, że ktoś ginie lub jest trwale okaleczony. To trudne doświadczenia. Jak sobie z nimi radzicie?

Na początku wakacji samochód potrącił sarnę, która miała tak rozległe obrażenia, że nie dało się jej uratować. Weterynarz zadecydował o jej uśpieniu. Bardzo to przeżyliśmy, bo wieźliśmy ją z nadzieją, że będzie żyła. Brakuje nam fachowego wsparcia psychologicznego. Każdy jedzie do domu i musi to sam przetrawić. Czasami nie mamy możliwości, żeby uratować człowieka i reagujemy na to w różny sposób. Tłumaczymy sobie, że za chwilę będzie potrzebował nas ktoś inny, ale to za mało. W PSP jest grupa ludzi, którzy wracają z akcji do jednego miejsca, a my się rozchodzimy do swoich domów i zajęć. Nie raz bywa, że jesteśmy zdani sami na siebie lub nie dostajemy informacji, że jedziemy do kogoś, kogo nie da się uratować. Pędzimy w nadziei, a później okazuje się, że np. ktoś od kilku godzin nie żyje. Nigdy nie da się tego przewidzieć.

Jeździcie do samodzielnych akcji, ale też takich, w których asystujecie policji lub pogotowiu. Jak to się dzieje, że strażacy zawsze są na miejscu zdarzeń?

Dyżurny ze stanowiska kierowania komendanta powiatowego PSP w Zgorzelcu dysponuje nas zgodnie z procedurami i wtedy jedziemy, np. do otwarcia mieszkania. Mimo że na miejscu jest już karetka i policja, to my otwieramy drzwi. Mamy sprzęt, którego nie posiada ani policja, ani służba zdrowia. Używamy drabiny, żeby wejść przez uchylone okno. Były też takie sytuacje, w których udzielaliśmy pierwszej pomocy, np. osobie, która złamała nogę, bo karetka była wtedy przy innym zdarzeniu, a jesteśmy przeszkoleni również do udzielania pomocy przedmedycznej.

Na jakim obszarze działa OSP Trójca? Gdzie najdalej wyjeżdżacie?

Powiat zgorzelecki, ale w tym roku mieliśmy akcję nawet w Bolesławcu. Czasami potrzeba więcej sił i środków, a czasem specjalistycznego sprzętu, którym dysponujemy. Posiadamy pompę wysokiej wydajności, więc udaje nam się wykonać pracę nie w dwanaście, a w sześć godzin. Jesteśmy jednostką interwencyjną, więc nie dyskutujemy z dyżurnym. Kiedy przychodzi zgłoszenie, po prostu wyjeżdżamy na akcję.

Które z akcji są dla was najtrudniejsze? Na jakie z nich nie lubicie wyjeżdżać?

Do zdarzeń z dziećmi i bardzo je przeżywamy. Dzieci są bezbronne, zdezorientowane. Nie wiedzą zwykle, co się dzieje. Trudno je uspokoić. Ostatnio zakupiliśmy strażackie misie, które bardzo nam pomagają. Dzieci mogą się do nich przytulić. Czasami w aucie widzimy fotelik i dostajemy informację, że dziecka nie było go w środku, a mimo to zastanawiamy się, gdzie ono jest. Ostatnio szukaliśmy dziecka przy wypadku, bo kierowca powiedział, że je wiózł. Szukaliśmy przez pół godziny w zaroślach, po czym okazało się, że wcześniej je wysadził i było w bezpiecznych rękach. Mężczyzna był w szoku. To często się zdarza. Nie możemy jednak odejść, dopóki nie znajdziemy wszystkich osób, które podróżowały samochodem. To jest niedopuszczalne.

Co najbardziej denerwuje was w codziennej pracy OSP?

Ludzie, którzy nie stosują się do naszych zaleceń. Nie rozumieją, że jesteśmy tam po to, żeby ułatwić, a nie utrudnić im życie. Nie zdają sobie sprawy, że musimy zabezpieczyć teren. Często pchają się, gadają, starają się być mądrzejsi lub czepiają się nas, że samochód stoi na światłach i błyska im w okna, a teren musi być dobrze oznakowany. Zdarza się jednak, że ludzie są wdzięczni za naszą pomoc. Zapraszają nas po akcji na kawę i ciasto. Gdy jesteśmy widoczni, np. na wszelkiego rodzajach festynach, to czasami zyskujemy dodatkowego sponsora i możemy zakupić potrzebny sprzęt.

Z czego jesteście najbardziej dumni?

Ostatnio pod remizą postawiliśmy blaszane serce na nakrętki i zakupiliśmy je za własne składkowe pieniądze, bo mieszkańcy nas o to prosili. Jesteśmy dumni, że w taki sposób możemy komuś pomóc. Przy praktycznie każdym wyjeździe udaje nam się uratować czyjeś życie lub mienie. Chłopaki niedawno likwidowali duże gniazdo szerszeni, które stanowiło poważne zagrożenie. Mamy najlepszą ekipę i zawsze się wspieramy. Zdarza się, że nasze rodziny mówią, żebyśmy dali sobie spokój z OSP, ale to tak, jakby zabić w nas jakąś cząstkę. Czasami jest ciężko, ale bez tego byłoby jeszcze ciężej. Stanowimy jedną wielką rodzinę. W jej skład wchodzi też nasz najstarszy druh, 92-letni pan Kazimierz Moździerz, nasza ikona. Ogromne wsparcie dostaliśmy od Kazimierza Słabickiego, który nie wyjeżdża już do akcji, ale wspiera nas do dziś. Jesteśmy bardzo dumni z naszych strażaków, bo są zawsze, gdy ich potrzebujemy.

Straż pożarna, jak sami mówicie, to jedna wielka rodzina. Ile lat mają najmłodsi, którzy są w szeregach OSP?

Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza działa u nas dzięki emerytowanej nauczycielce Janinie Słabickiej ze szkoły w Trójcy. To ona przyczyniła się do stworzenia miejsca dla najmłodszych z gminy. Ruszyła ruch strażacki, zmobilizowała dziewczyny, które pomagały przy powodzi w 2010 roku, pisała projekty (np. na organizację rajdów rowerowych). Niestety, część grupy założycielskiej rozjechała się na studia, dziewczyny powychodziły za mąż i aktualnie zostały tylko dwie: Samanta i Emilka, które wyjeżdżają z nami do zdarzeń. Najmłodsi członkowie MDP mają kilka lat, ale może dołączyć do nas każdy, kto ma chęć niesienia pomocy innym. W straży za wiele działań nie dostajemy wynagrodzenia, jednak stanowimy jedność. To nasze powołanie.

Mięsożerni mężczyźni bardziej szkodliwi

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie